Wielki piękny las, mieniące się igły i liście w słońcu niczym cekiny. Cisza i spokój. Nagle po lesie rozniósł się krzyk...
-No dalej! Na co czekasz? Pospiesz się!
Jednym mogło by się wydawać, że osoba która to mówi czeka na śmierć...
-Wiesz jakie to trudne?
-Nie , nie wiem, ponieważ jest to proste!
/Sky\
Na Yuki'ego, jak ta dziewczyna mnie irytuje! Jeśli myśli, że to takie pro...ale czekaj, jak chce to bardzo proszę.
-Dobra, chciałaś to masz-powiedziałam złośliwie. Moim pazurem przecięłam dosyć grubą linę. Wiktoria spadła z hukiem na ziemię, jęknęła. Wywnioskowałam, że musiało boleć. No i dobrze, właśnie oczekiwałam takiego wyniku.
-Taka rada na przyszłość, nigdy ale to przenigdy nie pośpieszaj smoka.
-Dlaczego? I tak potrafiła bym się obronić-powiedziała pewnie-Pewnie bym go zab...-nie dokończyła wypowiedzi, ponieważ jej przerwałam.
-Posłuchaj, nic nie warty człowieku. Nie możesz zabić ani jednego smoka! Masz je ratować! Więc jeśli kiedykolwiek zobaczę na tych twoich brudnych łapskach krew dobrego smoka to obiecuje, że powybijam wszystko na czym ci zależ, a na końcu ciebie-wybuchłam.
-D-d-dobrze-wyjąkała, odczuwałam jej strach. Ja też go czułam. Ahh, głupia więź! Powoli wstała z ziemi.
-Musze iść do wioski...-zaczęła.
-Masz rację, od razu spakuj jakieś potrzebne rzeczy. Wyprowadzasz się...-przerwała mi.
-Nigdzie nie będę się wyprowadzać!-krzyknęła oburzona. Spojrzałam na nią morderczym wzrokiem.
-Masz wybór. albo będziesz podróżować ze mną, albo zginiesz-wycedziłam przez zęby wściekła.
-Już idę się spakować- powiedziała zestresowana. Ej, przecież można jej pogrozić, nigdy ale to prze nigdy nie pozwolę jej skrzywdzić. Oddała bym własne życie za Wiki. Tak wiem, znamy się zaledwie 3-4 godziny a tu takie wyznanie. No cóż, gdyby ona umarła to ja razem z nią. A gdybym ja kopnęła w kalendarz, to ona by przeżyła. A to wszystko dzięki więzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz