/Wiktoria\
Uciekłam. Stchórzyłam. Biegłam przez las, potykałam się co jakiś czas o korzenie lub kamienie. Aż znalazłam małą polankę. Świetne miejsce na obóz, pomyślałam. Truchcikiem pobiegłam po drewno na opał. Wróciłam do miejsca idealnego. Ustawiłam drewno. Pocierałam kamyk o kamyka. Wydobyła się iskra, która zapaliła drewno. I ognisko z głowy. Nie jestem tu bezpieczna, są tu dzikiem smoki...
Oczy zaczęły mi się kleić. Nie wytrzymałam, zamknęłam powieki. Zasnęłam.
~*~
Zaczęłam otwierać oczy, było mi tak jakoś ciepło...dziwne. Rozejrzałam się dookoła, jest noc, że tak czarno? Usłyszałam mruki. Czy ja przypadkiem nie śpię na Sky? Ale co ona tu robi?
-Sky?-wyszeptałam niepewnie.
Nagle płachta która okazała się być skrzydłem, odsłoniła mnie. Słońce raziło mnie po oczach.
Wielkie, piękne niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
-
Tak?-wymruczała zaspana.
-Przepraszam-powiedziałam cichuteńko, mając nadzieję, że mnie nie usłyszy.
-
Nic się nie stało-powiedziała, po czym dodała rozbawionym głosem-
Pasujemy do siebie, oby dwie jesteśmy wybuchowe.
-Racja-zachichotałam.
-
Opowiedz mi o sobie, chcę cię lepiej poznać.
-Ale ty też mi coś o sobie opowiesz, ok?
Pokiwała głowa na zgodę.
-Więc...mam na imię Wiktoria, jestem piętnastolatkom która jest złośliwa, pewna siebie...-zaczęłam wymieniać. Sky wpadła w śmiech, przez co z niej spadłam.
-
Ehh, chodzi mi o historię życia-powiedziała rozbawiona. Wywróciłam oczami.
-Urodziłam się na wyspie Moon...
Przenosimy się w czasie...
Narrator
Było ciemno i zimno, księżyc był w pełni. Cicha i spokojna noc. Nagle rozbrzmiał krzyk płaczącego dziecka.
-Jak jej damy na imię?-powiedziała zmęczona brunetka.
-Wiktoria-odpowiedział zamyślony blondyn.
-Pięknie...
Dwa lata później...
-No choc,Wiki-krzyknęła roześmiana rudowłosa.
-No ide!-odpowiedział jej równie roześmiany głoski małej brunetki.
-W co sie pobawimy?
-Nie wiem Melida...
Trzy lata później...
-Przyjaciółki na zawszę?-powiedziała pięcioletnia Wiktoria.
-Przyjaciółki na zawszę!-wykrzyknęła uradowana Merida.
Trzy lata później...
-Mamo! Ale ja chcę smoka!-wykrzyknęła oburzona ośmiolatka.
-Nie kochanie, nie możemy mieć smoka-powiedziała już zirytowana matka.
-Dlaczego?-zapytała bliska płaczu. Większa kopia ośmiolatki ukucnęła przed nią.
-Bo to nieobliczalne bestie-powiedziawszy to, jak najszybciej opuściła dom. Dom... do którego już nie wróciła...
~*~
-Tato gdzie jest mama?-zapytała się brunetka.
-Nie wiem-odpowiedział.
Ktoś zapukał do drzwi...
-Tak?-zapytał się tata. W drzwiach stał wódz, jednocześnie będącym ojcem Meridy. Ściągnął hełm.
-Przykro mi...-wyszeptał. Oczy blondyna zaszkliły się.
-Nie-wykrzyknął zrozpaczony i wybiegł z domu. Mała Wiktoria nie wiedziała o co chodzi.
W ten sposób zaczęła się wojna ze smokami...
Dwa lata później...
-Kordian, widziałeś Meridę?-zapytała się zmartwiona brązowooka.
-Nie-odpowiedział znudzony przyjaciel jedenastolatki.
Nagle usłyszeli krzyki.
-Nie to nie może być prawda!-wykrzyknęła zrozpaczona żona wodza.
Wybiegła ona z domu i popędziła do lasu, a za nią wódz.
Brunetka podeszła do jakiegoś gapia, i zapytała...
-Co się stało?
-Meridę porwał smok...
Wiktorii oczy się zaszkliły. Znów straciła ważną osobę...
Powrót do rzeczywistości...
-
Przykro mi-wyszeptała Sky.
-A mnie nie jest przykro-powiedziała hardo, ale oczy ją zdradzały, pokazywały strach i ból...
-
Co ty na to, że ja teraz opowiem moją historie? A później zapomnimy o naszym poprzednim życiu, i rozpoczniemy nowy rozdział? Tylko my...
-Zgadzam się.
-Na wyspie zwaną, smoczą wyspą...
Przenosimy się w czasie...
Z jaja wyszedł mały gad, miał piękne niebieskie oczy, które ciekawie się rozglądały.
Rok później...
-Sky?
-Tak, tato?
-
Idziemy uczyć się latać, choć-powiedział dostojny fioletowy zębacz.
-
Już idę-z cienia nie wyszedł śmiertnik zębacz, tylko smok czarny jak noc z oczami niebieskimi jak bezchmurne niebo.
~*~
-
Właśnie w ten sposób-powiedział dumny a zarazem rozbawiony Kolec.
-
Tak udało mi się!-młoda furia zaczęła ze szczęścia kicać jak zajączek-
POTRAFIĘ LATAĆ!
Dziewięć lat później...
-
Gdzie Wichura?-zapytała się zmartwiona Sky.
-
Nie wiem-odpowiedział załamany Kolec. Jego córki nie ma już dwa tygodnie.
-
A ty wiesz, Hordianie-smok zwrócił się do małego pomarańczowego straszliwca.
-
Podobno złapali ją wikingowie-powiedział ze smutkiem.
Po pysku Sky spłynęła łza, złota łza...
Rzeczywistość...
-
Straciliśmy bliskie dla nas osoby...-powiedziała po cichu.
-Taa, więc zapominamy?-powiedziałam lekko przygaszona.
-
Już nic nie mamy do stracenia, zacznijmy od początku.
-To... cześć-zaczęła niepewnie brunetka.
Smok czarny jak noc wybuchł niepohamowanym śmiechem .
-
Cześć-powiedziawszy to zachichotała-
Wiesz, może nie aż tak od początku.
-To jak?-powiedziała zdezorientowana.
-
Chodzi mi od początku z naszymi relacjami.
-No dobra...-powiedziała już pewnie, zmarszczyła brwi-Ej, jaka jesteś?
-
Ale, że co jaka?-powiedziała nie rozumiejąc.
-O charakter mi chodzi-powiedziała powoli jak do dziecka.
Smoczyca zamyśliła się.
-
Wydaje mi się, że opiekuńcza, towarzyska, wesoła, prawie nigdy nie jestem poważna...
-Wydaje ci się?-zachichotała-Jeszcze cię nie znam, ale też mi się
wydaje , że taka będziesz-dała nacisk na słowo wydaje, uśmiechnęła się szczerze.
-
Zagrajmy w 10 pytań-powiedziała zadowolona Sky z pomysłu.
-Ok, to zacznę...-zamyśliła się.
-Ile masz lat?
-
Piętnaście, a ty?
-Tak samo, ulubiony kolor?
Smok popatrzał na nią zirytowany.
-
Zdajesz sobie sprawę, że jestem smokiem?
-No i co z tego? Każdy może mieć ulubiony kolor-powiedziała.
Brunetka oparła się o Sky plecami.
-
Wygodnie?-zapytała się rozbawiona.
-A i owszem, wygodnie-odpowiedziała poważnie.
Wybuchły śmiechem.
-Nie mam pomysłów na pytania.
-
Ja też...
-W takim razie co robimy?
-
Raczej co ty robisz, bo ja idę spać-ziewnęła.
-Leń-wyszeptała Wiki.
-
Zdajesz sobie sprawę, że ja to słyszę?-smok uśmiechnął się rozbawiony-
Ale nie zaprzeczę, dobranoc.
-Taa, dobranoc-odpowiedziała. Usłyszała równomierny oddech Sky.
Zaczęła robić się coraz bardziej senna. Ułożyła się obok smoka. Zasnęła.
Wiktoria
Obudziło mnie szturchanie.
-Tato, jeszcze pięć minut-wymruczałam sennie.
Rozbudził mnie gardłowy śmiech. Otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to tarzającego się ze śmiechu smoka.
-
Bo się obrażę-wydusiła Sky, próbując się uspokoić-
Choć idziemy.
-Już wstaję.
~*~
Szliśmy przez las, nagle w krzakach dostrzegłam coś okrągłego. Podeszłam powoli, było to zielone, po chwili zdałam sobie sprawę, że to...