piątek, 3 kwietnia 2015

11 rozdział

Wiktoria

Wiecie jak to być smokiem?
Poczuć wiatr we włosach. Szybować pośród chmur...
To piękne uczucie.
Przez rok zyskałam najlepszą przyjaciółkę, a raczej przyjaciółki , które potrafią poprawić mi humor w najgorsze dni.
Sprawiają, że się uśmiecham. Dzięki nim zmieniłam się na lepsze. Codziennie pomagam smokom które są w potrzebie. Jak rok temu powiedziała moja przyjaciółka, ja, Sky i Jura jesteśmy nierozłączne. Ludzie nazywają mnie Smoczą panią. Mieszkam na wyspie Nocy. I nie, nie ma tam nocnych furii. Znalazłam ją i sama ja tak nazwałam. 
Mam także innych smoczych przyjaciół. Często latam do sanktuarium w którym mieszka moja starsza znajoma Valka.
-Nudzi mi się-wymruczała Sky.
-To idź coś z Jurą porób- odpowiedziałam zajęta rysowaniem nowej wyspy którą znaleźliśmy.
-Ale Jura bawi się z innymi straszliwcami-zaczęła narzekać-A ja nie mam się z kim bawić...
Spojrzałam na nią.
-Czy ty jesteś dzieckiem, że chcesz się bawić?-zapytałam rozbawiona.
Ta popatrzałam na mnie z oburzeniem. Podniosła łeb wysoko i odwróciła się do mnie plecami.
-Co wielka dzidzia strzela focha?-zachichotałam 
Nie odpowiedziała. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem, spadłam z krzesła dalej się chichrając.
-Ha ha, bardzo zabawne-powiedziała z sarkazmem.
-No i to jak-odpowiedziałam łapczywie próbując nabrać powietrza 
-Lecimy do sanktuarium?-zapytała się wielka czarna jaszczurka na sterydach.
-Tak, już-zachichotałam ostatni raz.
Powoli usadowiłam swój zacny zadek w siodle. 
-W górę mój rumaku!-wykrzyknęłam żartobliwie.
-Jeśli jeszcze raz tak powiesz a obiecuję, że nigdzie nie polecimy- wymruczała zirytowana moim zachowaniem Sky.
-No dobrze...
Sky wzbiła się w górę. Wzleciała wysoko, ponad chmury. Lecieliśmy spokojnie.
-Jak myślisz co tam u Valki?
-Wiesz, lecimy tam dlatego żeby się dowiedzieć.

Kilka godzin później...

Sky

Wreszcie dolecieliśmy. Wylądowaliśmy w jaskini. Wiki zeskoczyła ze mnie i popędziła w głąb. Nie byłam jej dłużna pobiegłam za nią. Zwinnie omijałam przeszkody, zobaczyłam światło które wydobywa się z dziury. Wskoczyłam do niej.
 Przede mną była piękna dolina. Wielka jaskinia z lodu. Na środku była przepaść. Razem z Wiktoriom podeszliśmy do niej. Z głębi wynurzył się wielki łeb oszołomostracha. Króla smoków. Oddałam ukłon alfie, Wiki także.
Wielki olbrzym chuchnął szronem. Wiktoria zachichotała.
-Przylecieliście-melodyjny głos który tak dobrze znałam.
Popędziłam w stronę Valki. Rzuciłam się na nią i zaczęłam lizać. Takie rytualne przywitanie.
-No już Sky, złaź-powiedziała szczęśliwa brunetka.
Za nią był średniej wielkości smok z dwiema parami skrzydeł. Chmuroskok, mój przyjaciel. Jesteśmy bardzo podobni, czasami poważni ale przez większość czasu nie. Jego sowi pysk ułożył się na kształt uśmiechu. Bez zastanowienia pokazałam mój szczerbaty uśmieszek. Chmurek jest najprawdopodobniej ostatni z gatunku. 


~*~

Rozdział 10

Rok później...

Narrator

Słońce otulało swym ciepłem całe Berk, nawet najciemniejsze zakamarki. Większość wikingów siedziała w domu próbując znaleźć odrobinę chłodu w tak upalny dzień. Niektórzy skakali z klifu do wody. A pozostali bawili lub latali ze swoimi pupilami.
-Ale gorąco!-wykrzyknęła blond włosa dziewczyna.
-Pierwszy raz się z tobą zgodzę siostra-równie głośno wypowiedziała się wierna męska kopia dziewczyny.
-Idziemy na plaże Thora? -powiedział brunet.
-Oczywiście!-chórkiem odpowiedzieli.
Syn wodza o imieniu Czkawka spokojnym krokiem podążał w stronę plaży. A za nim młody osobnik nocnej furii. Mieli tak samo soczyście zielone oczy w których można by było się utopić.
Gdy na horyzoncie pojawił się cel szóstka przyjaciół popędziła w stronę upragnionego chłodu. Czwórka z nich od razu wskoczyła do wody, nie zwracając uwagi na ubrania w które byli przyodziani.
Blondynka z niebieskimi oczami zaczęła ściągać bluzkę a zaraz po niej spodnie. Zrzuciła z siebie wszystkie dodatki. Pod ubraniami były bandaże. Sprintem pobiegła do oceanu.
Zielonooki chłopak powoli zaczął ściągać spodnie, uważając żeby nie zahaczyć o protezę. Pamiątka od Czerwonej śmierci. Jego smok jako wierny towarzysz czekał na swojego pana. Jego przyjaciele zostali w domach, a on postanowił wraz ze swoim najlepszym przyjacielem, że zatopią się w chłodnej rozkoszy zwaną inaczej oceanem.
- Wiesz, że jestem mało cierpliwy-wymruczał
-Chyba każdy wie-wyszeptał brunet. Nikt nie wie o jego sekrecie. Gada on ze smokami. Od kiedy poznał Szczerbatka zaczął rozumieć te latające stworzenia.
-No to choć.
Szesnastoletni wiking spojrzał na swego przyjaciela.
-A smoki przypadkiem nie lubią się wygrzewać w słońcu?-zapytał podejrzliwe
-Może i lubią, ale jak dla mnie jest za gorąco!-wysapał Szczerbo
-No już już-ściągnął z ciebie zbroję i zieloną tunikę. Czkawka nim się obejrzał siedział na nocnej furii pędzącej w stronę morza.